W nocy z czwartku (9 luty) na piątek zmarł nagle płk. Leszek Tobiasz, główny świadek w procesie oskarżanego o płatną protekcję dziennikarza Wojciecha Sumlińskiego.
W nocy z czwartku (9 luty) na piątek zmarł nagle płk. Leszek Tobiasz, główny świadek w procesie oskarżanego o płatną protekcję dziennikarza Wojciecha Sumlińskiego. Tobiasz brał udział w zabawie zorganizowanej przez pracowników Ochotniczego Hufca Pracy w Zwoleniu k. Radomia. Po jednym z tańców zasłabł. Nie udało się go uratować. Sprawę śmierci bada radomska prokuratura, wstępne ustalenia wskazują na „niewydolność krążenia”. Wyniki sekcji zwłok nie są jeszcze znane. 1 marca Tobiasz miał zeznawać na procesie dziennikarza. Wcześniej nie stawiał się na rozprawy. Groziło mu przymusowe doprowadzenie. Jego zeznania (złożone w śledztwie) są kluczowe dla całej afery związanej z płatną protekcją jakiej wobec niego miał dopuścić się Sumliński i jego bliski znajomy płk. Aleksander L. W tle tej sprawy jest prowokacja wobec członków Komisji Weryfikacyjnej Wojskowych Służb Informacyjnych i niejasna rola jaką odegrał w niej obecny prezydent Bronisław Komorowski. To afera, która może zmusić Komorowskiego, do dymisji, podobnej jaką złożył w ubiegłym tygodniu prezydent Niemiec Christian Wulff po postawieniu mu zarzutów.
Operacja „Kupcy”
Cała afera rozpoczęła się jesienią 2007 r. płk. Tobiasz przekazał ówczesnemu marszałkowi Sejmu informacją, że jego były kolega z WSI płk. Aleksander L. wspólnie z dziennikarzem Wojciechem Sumlińskim oferowali mu pozytywną weryfikację i możliwość pracy w służbie kontrwywiadu wojskowego za 200 tys. zł. Sprawa miała mieć miejsce za rządów PiS, ale Tobiasz nie chciał jej ujawniać, dopóki nie zmienił się rząd. Dowodem, który miał Tobiasz było… nagranie jego dawnego kolegi z WSI płk. Aleksandra L. Ciekawe, że Tobiasz, zawodowy oficer, świetnie znający procedury, o całej sprawie postanowił zawiadomić marszałka Sejmu (drugą osobę w państwie), a nie pójść do Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Po wizycie Tobiasza u Komorowskiego sprawą zajęło się ABW, rozpoczynając inwigilację dziennikarza i pułkownika (sprawie nadano kryptonim „Kupcy”). Tobiasz dobrze wiedział, że Komorowski jest zainteresowany w skompromitowaniu Komisji Weryfikacyjnej WSI, ponieważ badała ona jego działalność jako Ministra Obrony Narodowej, a także dziwne nieformalne związki z WSI.
Przez 7 miesięcy operacji „Kupcy” mimo inwigilowania członków Komisji Weryfikacyjnej nie znaleziono dowodów korupcji członków komisji. ABW dokonała więc 13 maja 2008 r. przeszukania mieszkań u dwóch członków KW (także u dziennikarza i pułkownika) licząc, że znajdzie coś co pozwoli powiązać ich z korupcyjnym procederem. Bezskutecznie. Miesiąc później na łamach „Wprost”, w którym wówczas pracowałem ujawniliśmy, że jesienią 2007 r. Komorowski spotykał się nie tylko z Tobiaszem, ale również z pułkownikiem Aleksandrem L. Tym samym, który oferował Tobiaszowi płatną protekcję!
Gry operacyjne
Gdy zapytaliśmy wówczas Komorowskiego o spotkania z płk. L okazało się, że dotyczyły one… aneksu do raportu z weryfikacji WSI Antoniego Macierewicz. Pułkownik L. miał oferować marszałkowi Sejmu dostęp do tego dokumentu. Marszałek zaś miał być żywotnie nim zainteresowany, ponieważ duża część tego dokumentu – zdaniem mediów -miała dotyczyć jego działalności i stawiać mu konkretne zarzuty. Marszałek zapewnił wówczas, że do spotkania z płk. L. doszło "na dyżurze poselskim", a on powiadomił o tym fakcie odpowiednie organy.
Jednocześnie odmówił nam podania informacji kiedy dokładnie doszło do spotkania, a także jaką państwową instytucję i kiedy dokładnie poinformował o spotkaniu z płk. L. A te spotkania są kluczowe dla oceny późniejszych faktów, gdyż również w listopadzie płk Lech T. złożył zawiadomienie o przestępstwie płatnej protekcji (pozytywna weryfikacja za opłatą) jakiego miał dopuścić się płk. Aleksander L. i Wojciech Sumliński. Kluczowe pytania brzmią: które zdarzenie było pierwsze: doniesienie płk. Tobiasza czy też spotkanie płk. Aleksandra L. z marszałkiem Sejmu? Dlaczego marszałek Sejmu, a obecnie prezydent nie chce podać nazwy instytucji, którą powiadomił po spotkaniu z płk L. i konkretnych dat spotkań? Jakież to dobro śledztwa w ten sposób chroni?
Jeszcze bardziej zastanawiające jest, że prezydent odmówił udostępnienia aneksu Prokuraturze Apelacyjnej w Warszawie, która sprawę. Może to wskazywać, że aneks z weryfikacji jest czymś co dodatkowo pogrążyłoby prezyzenta.
Zeznania Komorowskiego w tej sprawie, ujawnione w mediach, nie wyjaśniły wątpliwości, bo grzeczni prokuratorzy, nie zadawali trudnych pytań.
W całej sprawie jest jeszcze jedna tajemnica. Otóż przeszukania u weryfikatorów (a także dziennikarza i pułkownika) dokonano w oparciu o postanowienie prokuratury, w którym mowa jest o… sprzedaży aneksu do raportu Macierewicza Agorze (wydawcy) „Gazety Wyborczej”. Do dziś prokuratura nie komentuje faktu rzekomego handlu aneksem z Agorą przez osoby, którym postawiono zarzuty i te, u których dokonano przeszukania. Treść postanowienia sugeruje, że przeszukania powinny były także objąć wówczas Agorę.
Co ciekawe informując o śmierci płk. Tobiasza „Gazeta Wyborcza” podała nieprawdziwą informację, jakoby już złożył zeznania podczas procesu, a więc jego śmierć nie wpływa na biega sprawy.
Główny świadek
Płk. Tobiasz był jednym z wyróżniających się oficerów WSI. Powierzono mu m.in. inwigilację Kościoła Katolickiego (tak, takimi tematami zajmują się tajne służby III RP). Prowadził on akcję o kryptonimie „Anioł”, która polegała na zbieraniu kompromitujących materiałów na arcybiskupa Juliusza Paetza. Kiedy nie udało się ich wykorzystać do werbunku, cała sprawa została ujawniona w mediach.
Wcześniej w latach 1996-1999 Tobiasz pracował w ambasadzie w Moskwie. Jak ujawniła „Gazeta Polska” kontrwywiad WSI prowadził sprawę jego podejrzanych kontaktów z oficerami rosyjskich służb specjalnych (kryptonim „Siwy). W Moskwie Tobiasz pracował razem z Tomaszem Turowskim (podejrzewany o współpracę ze służbami PRL i kłamstwo lustracyjne organizator feralnej wizyty prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Smoleńsku).
Już po złożeniu zeznań w ABW Tobiasz starał się o powrót do wojska. Chciał zostać attache wojskowym – w Turkmenistanie lub Uzbekistanie. Zdaniem naszych informatorów nie zgodził się wówczas na to szef Służby Kontrwywiadu Wojskowego Grzegorz Reszka, który po przeczytaniu dokumentów sprawy „Siwy” miał powiedzieć, że nominacja nastąpi „po jego trupie”. Posadę w prestiżowym Zarządzie Studiów i Analiz SKW dostał natomiast syn płk. Tobiasza (w służbach pracował od 2005 r.).
Śmierć w dobrym momencie
Fakt, że płk. Tobiasz zmarł przed złożeniem zeznań w sądzie jest na rękę wielu osobom. Obecnemu prezydentowi, bo nie powie czegoś co byłoby sprzeczne jego zeznaniami. A dodajmy, że wcześniejsze wyjaśnienia Komorowskiego złożone w prokuraturze były sprzeczne z zeznaniami innych świadków (m.in. Pawła Grasia). Ewentualne „dociśnięcie” Tobiasza przez oskarżonego dziennikarza i zadanie pytań, których unikali prokuratorzy było nieuchronne.
„Oczywiście człowiekiem numer jeden, którego ta śmieć ucieszy jest sam Wojciech Sumliński. Jego żal i zapowiedzi, że nie będzie mógł teraz sprostować czy przeciwstawić się oskarżeniom płk. Tobiasza, nie będzie mógł ich zdyskwalifikować, nie będzie mógł wykazać kłamstw, jakie formułował płk Tobiasz wobec niego, myślę, że są wypowiadane tak "dla kurażu". A chyba w głębi duszy Wojciech Sumliński jednak się cieszy, bo teraz te zeznania płk. Tobiasza, jako człowieka, który już nie żyje, nie będą brane przez sąd pod uwagę” – skomentował Jerzy Jachowicz, znany dziennikarz śledczy.
Trudno oprzeć się wrażeniu, że unikanie pojawienia się na sali sądowej było pewną grą płk. Tobiasza. Dopóki bowiem nie pojawił się na sali sądowej i nie złożył zeznań miał w swoich rękach karierę polityczną prezydenta. Jak to skomentował satyryk rysując rozmowę dwóch osób: zeznawanie przeciwko prezydentowi, to samobójstwo – twierdzi pierwszy. Raczej zawał, odpowiada drugi .
Niebezpieczni świadkowie
Dziś los Bronisława Komorowskiego leży w rękach dwóch ludzi. Płk. Aleksandra L. i Krzysztofa W. Obaj spotykali się z nim jesienią 2007 r. i prowadzili rozmowy na temat dostępu do aneksu do raportu Macierewicza. Jak ujawniliśmy na łamach „Najwyższego Czasu!” ABW szuka obecnie nagrania rozmów Krzysztofa W. z Bronisławem Komorowskim. Spotkali się jesienią 2007 r. Według „Gazety Polskiej Codziennie” Komorowski miał oferować w korzyści materialne w zamian za dostęp do treści aneksu do raportu Macierewicza.
W. od czerwca 2011 r. przebywa w areszcie pod zarzutem posługiwania się fałszywymi dokumentami. Podczas przeszukania w domu W. znaleziono szereg materiałów kompromitujących polityków z pierwszych stron gazet, były tam również informacje dotyczące prywatnego życia Komorowskiego.
Płk. L spotykał się z Komorowskim jesienią 2007 r. także w sprawie dostępu do aneksu. Płk. L, ostatni szef kontrwywiadu komunistycznych wojskowych służb na Mazowszu znany był z faktu nagrywania swoich rozmówców. Ustalenie czy Komorowski po spotkaniu z płk. L zawiadomił organy ścigania jest kluczowe dla oceny późniejszych zdarzeń. Fakt, że główni bohaterowie afery uczynili sobie z biura poselskiego Marszałka Sejmu miejsce pielgrzymek i zwierzeń jest więcej niż zastanawiający. Stawiam, że śmierć płk. Tobiasz nie będzie ostatnim zgonem w tej aferze.
Tekst opublikowany w dzisiejszym numerze tygodnika "Najwyższy Czas".

Sukces w propagandzie odnoszą ci, którzy narzucają przeciwnikowi swoje słownictwo.
Przypadkowa śmierć gen. Marka Papały z rąk złodzieja samochodów jest równie prawdopodobna, co popełnienie samobójstwa strzałem z łuku
"Gazeta Wyborcza" przeprowadziła sondaż, który miał pokazać komu czytelnicy portalu gazeta.pl przyznają rację: dziennikarce Ewie Stankiewicz czy Stefanowi Niesiołowskiemu. Pytania tak sformułowano, że każda odpowiedź wskazywała na winę dziennikarki.
A Polacy albo ślepi albo leniwi.
A artykuł odważny - gratuluję.
Artykuł jest ważny. Pozdrawiam.