Obecny system wypłacania emerytur jest zwyczajną piramidą finansową. Podniesienie wieku emerytalnego mężczyzn o 2 lata i kobiet o 7 lat tylko i wyłącznie przedłuży agonię systemu.
Prawda ta jest doskonale znana politykom. Potwierdził to wicepremier Waldemar Pawlak szczerze przyznając, że "nie liczyłby na ZUS", tylko na siebie i rodzinę. Szkoda tylko, że teraz się cofa zamiast potwierdzić to co wie każdy umiejący liczyć człowiek. Pokolenie 20 i 30 latków otrzyma od państwa emeryturę wielkości dobrego zasiłku z opieki społecznej (poziom 600 zł) i to po ukończeniu 70 lat (być może do odbioru świadczenia będzie potrzebna pisemna zgoda obojga rodziców...).
Każda piramida finansowa przestaje funkcjonować, gdy wypłacających jest więcej niż wpłacających. Piramida finansowa o nazwie ZUS właśnie jest w takiej sytuacji. Rząd nie chce bynajmniej zagwarantować ludziom bezpieczeństwa na starość, tylko utrzymać obecny system tak długo jak się da. Dlaczego bowiem wprowadza wiek emerytalny zamiast kwoty, którą trzeba uzbierać na starość? Dlaczego ktoś kto zarabia np. 20 tys. miesięcznie ma nie przestac pracować np. w wieku 40 lat? Otóż dlatego, że praca jest jednym z najbardziej opodatkowanych dóbr w Polsce - około 80 proc. Do kwoty płaconej na ubezpieczenia dochodzą też wydatki pracodawcy tzw. pozapłacowe koszty pracy. Całość jest celewo rozbijana tak, aby tylko nieliczni orientowali się ile oddają państwu.
Zasada solidarności pokoleń (obecnie pracujący płacą na tych, którzy pracowali wcześniej) przestała funkcjonować, bo ludzie żyją dziś na emeryturze 20-30 lat i zaczyna brakować pieniędzy na wypłacanie świadczeń. Wydłużenie wieku o 2 lata i 7 lat pozwoli przenieść upadek systemu o 10-12 lat, czyli z punktu widzenia polityka jest to już problem innej ekipy. Te same argumenty, które dziś są używane przy podwyższeniu wieku emerytalnego do 67 lat będą przywołane z 10 lat. Skąd ta pewność? Ano z demografii.
Dziś na jednego Europejczyka w wieku emerytalnym przypada 3-4 w wieku produkcyjnym, w Polsce podobnie. Prawdziwe kłopoty zaczną się w 2020 r. gdy na emerytury będą przechodzić osoby urodzone w drugiej połowie XX wieku (na świat w Polsce przychodziło wówczas prawie 800 tys. dzieci rocznie), a ich miejsce zastąpi pokolenie o połowę mniej liczne. Potem będzie jeszcze gorzej. ONZ prognozuje, że do 2050 r. ludność Łotwy zmniejszy się o 52 proc., Bułgarii - o 36 proc., Ukrainy - o 35 proc., Rosji - o 30 proc., Włoch - o 22 proc., Polski - o 15 proc. a Słowacji - o 8 proc. W 2052 r. na Polaka w wieku emerytalnym będzie przypadało PÓŁ pracującego Polaka. Czyli jeden pracujący Polak będzie miał utrzymać 2 emerytów.
Zmiast pseudoreformy rząd powinien zrobić to co Nowa Zelandia, gdzie pod koniec emeryturę zastąpiono zasiłkiem wypłacanym z budżetu obywatelom, którzy ukończyli 68 lat. Państwo zrezygnowało z opodatkowania pracy obowiązkowym ubezpieczeniem emerytalnym, zostawiając troskę o własną przyszłość obywatelom.
1 kwietnia 2007 r. wszedł tam w życie dobrowolny system emerytalny. Co miesiąc od 4 proc. do 8 proc. jego pensji przejmie nowozelandzki urząd skarbowy (jak widać, taka instytucja jak ZUS nie jest potrzebna!). Państwo nie gwarantuje stopy zwrotu z inwestycji i nie rekompensuje ewentualnych strat. Przed upływem 65. roku życia pieniądze będzie można pobrać, jeśli ktoś popadnie w tarapaty finansowe (np. potrzebuje pieniędzy na leczenie), będzie chciał wyemigrować lub zbudować dom.

Sukces w propagandzie odnoszą ci, którzy narzucają przeciwnikowi swoje słownictwo.
Przypadkowa śmierć gen. Marka Papały z rąk złodzieja samochodów jest równie prawdopodobna, co popełnienie samobójstwa strzałem z łuku
"Gazeta Wyborcza" przeprowadziła sondaż, który miał pokazać komu czytelnicy portalu gazeta.pl przyznają rację: dziennikarce Ewie Stankiewicz czy Stefanowi Niesiołowskiemu. Pytania tak sformułowano, że każda odpowiedź wskazywała na winę dziennikarki.
A mnie się zawsze wydawało, że w piramidach jest odwrotnie...
I że piramidy, przestają działać, gdy dostają mniej pieniędzy niż zobowiązania oszustów do wypłat dotychczasowym naiwnym...
Bo bardziej chodzi tutaj o wielkość dopływającej do oszusta gotówki — niż o liczbę wpłacających...
Większa liczba wpłacajacych — nie musi oznaczać wpłacania większych kwot pozwalających na przedłużenie działalności oszusta...
Zresztą w ZUS, także istnieje taka sama zależność...
***
Bardzo mi przykro, że zobaczyłem to wcześniej — niż zostało zlikwidowane...
:-)
Pozdrawiam
Moim zdaniem jest to wprowadzanie w błąd. Bo za lata wypracowane tak czy inaczej mniejsza czy większa emerytura być musi. Było nie było państwo jest gwarantem zawartej umowy (nawet jeśli była jednostronna i narzucona prawem). To nie prywatna firma ubezpieczeniowa, która może się zlikwidować bez śladu i zostawić klientów na lodzie. Nawet w przypadku bankructwa ZUS nie ma zmiłuj. Państwo będzie zmuszone wywiązać się ze zobowiązań.
1. Najpierw @autor. Cytat - "Zasada solidarności pokoleń..... przestała funkcjonować".
a. Takie fajne "zasady" najczęściej wymyślają CI, którzy chcą się bawić nie swoim, a cudzym.
b. Pół godziny, a napiszę tyle "fajnych" zasad, że powinienem być kandydatem do pokojowej nagrody Nobla.
c. Najważniejsze - Czegoś Pan nie zrozumiał.
Solidarności pokoleń nie tworzy się na poziomie urzędniczym - "Płacę dziadku do ZUS-u na ciebie i spier.... Niech Cię pani Kasia z ZUS-u żywi i opłaca Ci rachunki", tylko na poziomie rodziny (wielopokoleniowej), którą "srocjalizm" uparcie demontuje wszelkimi sposobami.
I dlatego przestała i coraz bardziej "przestaje" funkcjonować, bo cały czas rządzi "wrażliwa społecznie" bolszewia.
---------------------
@w.red
(cytat - "Państwo będzie zmuszone wywiązać się ze zobowiązań.").
Jakiś czas temu pisałem w komentarzu do jednego z postów na ten temat.
Młodzi kandydaci na emerytów wywalczą sobie (na jakiś czas) "nowy portfel", starzy emeryci zostaną przy "starym portfelu".
Starzy emeryci wymrą, młodzi emeryci zostaną starymi. Na ich miejsce pojawią się kolejni "młodzi" kandydaci na emerytów i historia znowu się powtórzy. Powstanie trzeci filar, fundusz rezerwy demograficznej itp, itd. Później środki będą potrzebne bo przecież itp, itd.
I tak - "da capo al fine".
A co do meritum młody kolego - naucz się od razu, to pozbędziesz się złudzeń - państwo nic nie musi.
Co więcej - nawet nie chce.
nie napisałem, że państwo "chce" tylko "musi". A musi, bo "umów należy dotrzymywać". O wysokości świadczeń nie pisałem nic.
Poza tym minąłem już rubikon i mam jak to mówią "z górki"
pozdrwiam
Pozdrawiam
PS. Powtarzałem, powtarzam i powtarzać będę - państwo nic nie musi.
A co do "pacta sunt servanda".
Niech Pan dobrze poszuka - gdzie ma Pan treść umowy podpisanej z państwem? Prędzej Niebo i Ziemia przeminą, nim znajdzie Pan chociaż jedno zdanie z tej umowy.
To o czym rozmawiamy?