Anonymous jest trochę jak al Kaida. To luźna struktura, bez hierarchii. Wystarczy mieć odpowiednie umiejętności i podzielać cele tej grupy, by się przyłączyć - mówi "Rzeczpospolitej" Graeme Batsman, brytyjski ekspert ds. bezpieczeństwa internetowego.
Jego zdaniem ataku hakerów trudno było uniknąć, gdyż był to był typowy atak DDoS (Distributed Denial of Service), czyli próba wejścia na stronę z tysięcy komputerów naraz, to przed takim atakiem jest bardzo trudno się ochronić. Nie wiadomo, które komputery łączące się ze stroną są wykorzystywane w złych zamiarach. - To tak, jakby do sklepu nagle weszło kilka tysięcy osób i część z nich byłaby normalnymi klientami, a część przyszłaby tylko po to, by narobić zamieszania. Dopiero gdyby doszło do zniekształcenia strony, to rzeczywiście źle by to świadczyło o polskich instytucjach rządowych - tłumaczy.
Batsman podkreśla, że niezależnie od tego, jak hakerzy uzasadnialiby swoje działania, popełniają przestępstwo. - Trzeba ich ścigać i karać. I coraz częściej się to udaje. W Anglii złapano niedawno kilku członków Anonymous. Chociaż trzeba przyznać, że raczej tych bardziej nieostrożnych - informuje.
Podaje przykład dużo groźniejszego ataku na znany think tank zajmujący się sprawami bezpieczeństwa Stratfor. Wykradziono wówczas dane dotyczące kart kredytowych tysięcy użytkowników. - Niestety ciągle trzeba przypominać zarówno rządom, jak i firmom prywatnym, że bezpieczeństwa w Internecie nie można traktować pobłażliwie - podkreśla.
rp.pl

Sukces w propagandzie odnoszą ci, którzy narzucają przeciwnikowi swoje słownictwo.
Przypadkowa śmierć gen. Marka Papały z rąk złodzieja samochodów jest równie prawdopodobna, co popełnienie samobójstwa strzałem z łuku
"Gazeta Wyborcza" przeprowadziła sondaż, który miał pokazać komu czytelnicy portalu gazeta.pl przyznają rację: dziennikarce Ewie Stankiewicz czy Stefanowi Niesiołowskiemu. Pytania tak sformułowano, że każda odpowiedź wskazywała na winę dziennikarki.