Piotr Waglowski, prawnik i specjalista od praw autorskich, napisał wczoraj na swoim blogu vagla.pl, że ataku nie było. Parę godzin później jego strona padła ofiarą... ataku hakerskiego.
- Była awaria serwisu Sejmu. Serwis Ministerstwa Kultury padł nie dlatego, że wyłączyli go "hakerzy", tylko dlatego (a przynajmniej tak to wyglądało), że wyczerpały się limity transferu zakupionego tam łącza. Potem istotnie mogli się do całego zamieszania przyłączyć różni zadymiarze - napisał Piotr Waglowski.
- Obserwowaliśmy ruch w sieci. Patrzyliśmy, w jaki sposób odpowiadają serwery, które rzekomo zaatakowano. Nie widzieliśmy tam ataku. W przypadku stron Sejmu potwierdzają to inni obserwatorzy - pisał Waglowski. Według niego "atak hakerów" wykreowały media. Olbrzymi ruch na stronach sprawił, że ich nie działanie stało się samosprawdzającą przepowiednią. Serwisy nie wytrzymały masowych odwiedzin sprawdzających czy serwisy działają - twierdził Waglowski.
Chętnych, aby przeczytać wpis wita (8.49) informacja, że strona padła ofiarą ataku hakerskiego (widoczne są już próby reanimacji serwisu).

Sukces w propagandzie odnoszą ci, którzy narzucają przeciwnikowi swoje słownictwo.
Przypadkowa śmierć gen. Marka Papały z rąk złodzieja samochodów jest równie prawdopodobna, co popełnienie samobójstwa strzałem z łuku
"Gazeta Wyborcza" przeprowadziła sondaż, który miał pokazać komu czytelnicy portalu gazeta.pl przyznają rację: dziennikarce Ewie Stankiewicz czy Stefanowi Niesiołowskiemu. Pytania tak sformułowano, że każda odpowiedź wskazywała na winę dziennikarki.
Tak objawia się typowy atak DDoS na serwery, który przeprowadzili "Anonimowi".
Kto twierdzi inaczej, jest zwyczajnie pospolitym kłamczuchem!
Niestety, są w Polsce osoby, które swój honor i godność przehandlowały za mamonę i przywileje.
Na takie osoby nie warto nawet splunąć.
Dzieki Bogu ten jego zalosny tygodnik upadl